środa, 27 stycznia 2016

#6


 Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się, chowając telefon do kieszeni kombinezonu, znajdującej się na mojej lewej piersi. Poprawiłam kask, po czym ruszyłam silnik, kierując się w stronę autostrady. Przycisnęłam mocno gazu, nie żałowałam sobie. Czułam krew, pulsującą w moich żyłach, czułam złość oraz ten cudowny pęd. Wjeżdżałam właśnie na autostradę, gdy usłyszałam, że ktoś woła moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam Nick'a, goniącego mnie. Chwilę później nic już nie czułam, nie panowałam nad swoim ciałem. Nastała ciemność...

*** Oczami Nicka***

Wjeżdżałem właśnie na podjazd, gdy usłyszałem kłótnię w domu Charlotte. Chwilę później trzask drzwi, odpalanie silnika i pisk opon. Charl popędziła na swojej yamashe jak popi******na. Czym prędzej zadzwoniłem do brunetki. Czułem, że może zrobić coś głupiego.
- Charl, co się do cholery dzieje?! - niemalże wykrzyczałem, gdy ta odebrała.
- Nic. - odpowiedziała pełna spokoju.
- Jak to nic?! Kłóciłaś się z nim, po czym z piskiem opon odjechałaś. Czy według Ciebie to k***a nic?! - krzyczałem. Martwię się cholera, gdzie jesteś?
- Jadę sobie tą drogą, gdzie wczoraj jechaliśmy na te wzgórza, ale kieruję się na autostradę. - wydusiła, po chwili.
- Charl, błagam Cię, poczekaj na mnie na tym poboczu. Zaraz przyjadę i porozmawiamy, wszystko wyjaśnimy, zrobisz co będziesz chciała.. Proszę.. - błagałem.
- Dobra.. - odrzekła, mimo, że prawda była zupełnie inna i oboje o tym wiedzieliśmy.
Nie minęła sekunda od zakończenia rozmowy, a ruszyłem w stronę garażu, po drodze wrzucając na siebie kombinezon. Wsiadłszy na crossa, szybko ruszyłem w miejsce, gdzie rzekomo miała być Charlotte. Dojeżdżając tam zauważyłem tylko ślad opon, pozostawiony przez pojazd. Czym prędzej dodałem gazu, kierując się na autostradę. Przy wjeździe zauważyłem ją, pędzącą z ogromną prędkością. Zacząłem ją gonić, prawie siedziałem jej "na ogonie".
- Charl, zwolnij! - krzyczałem, gdy dzieliło nas może 5 metrów. CHARL! - powtórzyłem, gdy ta niespodziewanie odwróciła się.
Nie minęło pół sekundy, a stało się coś okropnego. Motocykl brunetki wpadł pod koła nadjeżdżającego z naprzeciwka tira. Kobieta z impetem odbita od gigantycznego pojazdu, przeleciała w powietrzu, po czym ciężko wylądowała na masce jadącego po przeciwnym pasie samochodu.
- Kurwa, Charl!- krzyknąłem, rzucając swój pojazd i podbiegając do poszkodowanej.
Była nieprzytomna. Jak najprędzej ułożyłem ją w bezpiecznej pozycji i wezwałem pogotowie ratunkowe. Po podaniu wszystkich informacji i zakończeniu połączenia, przystąpiłem do wykonywania masażu serca. Nie mogłem powstrzymać emocji. Łzy spływały mi strumieniami po policzku. Miałem wrażenie, że nie dam rady utrzymać jej przy życiu, że ją tracę. Patrzyłem na jej biedną, obdartą twarz, na jej pokaleczone ciało, modląc się aby wytrzymała. Wytrzymała dla mnie.
 Nawet nie zauważyłem kiedy nadjechał ambulans, a ratownicy medyczni przejęli ode mnie akcje masażu serca.
- Kim Pan dla niej jest?- zapytał jeden z pracowników.
- Em...Narzeczonym. - skłamałem.
- Proszę jechać z nami. - wskazał na miejsce w ambulansie, na które udałem się bez namysłu.
Droga do szpitala wydawała się niesamowicie dłużyć, mimo ogromnej prędkości, z jaką jechaliśmy. Patrzyłem się tępo w ciało dziewczyny, którą reanimowano już dobre pięć minut. Moją głowę napełniały same najgorsze scenariusze. Paula na wózku, z zaburzeniami mowy czy pamięci oraz co gorsze - śmierć. Nadal nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą miało miejsce na tamtej autostradzie.
 Po przyjeździe do szpitala od razu zabrali ją na wszystkie badania, a mnie zaprowadzili na korytarz i polecili czekać.
***
Minęło kilka godzin odkąd tu siedzę. Niedawno dowiedziałem się, że Charlotte miała dużo szczęścia i jej kręgosłup nie został uszkodzony. Skończyło się tylko na złamaniu lewej nogi, wybiciu ręki i kilku stłuczeniach. Szkoda tylko, że brunetka nie wybudziła się ze śpiączki.
- Niech jedzie Pan do domu. Jeśli się wybudzi, od razu do Pana zadzwonimy.- lekarz poklepał mnie po karku.
- Aaale..- zacząłem.
- Nie ma żadnego "ale".- przerwał. Założę się, że ona wolałaby żeby Pan odpoczął w domu.
- Skoro Pan tak uważa.- wstałem, kierując się do drzwi.
- Proszę się nie martwić, wyjdzie z tego. Jest na dobrej drodze.- uśmiechnął się, odchodząc.
Po powrocie do domu wziąłem długi prysznic, a potem położyłem się do łóżka. Nie mogłem przestać myśleć o wypadku i o niej. Teraz znaczy dla mnie wszystko i osobiście dopilnuję żeby temu dupkowi stała się krzywda.
Nad ranem obudził mnie telefon ze szpitala, że dziewczyna się wybudziła. Czym prędzej pojechałem do niej z zamiarem odwiedzin, lecz musiałem na to trochę poczekać. Po wybudzeniu musiała przejść parę badań i "wywiadów". Po około godzinie w końcu mogłem odwiedzić moją kruszynkę.
- Nick! - zawołała, gdy tylko przekroczyłem próg.
- Jak się czujesz, księżniczko?- zapytałem, posyłając jej uśmiech.
- Tęskniłam..- westchnęła.
- Bałem się..- szepnąłem ledwo słyszalnie.
______________________________________________________________________________
5 komentarzy i wstawiam kolejny! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz