piątek, 22 lipca 2016

7

 - Bałem się... - wyszeptał ledwo słyszalnie. Na te słowa serce zabiło mi szybciej, jakbym została porażona jakimś prądem.
- Nick, przepraszam za wszystko... Wiem, jestem impulsywna, mam głupie pomysły...
- Cii.. - przerwał. Nic się nie stało, kochanie. Po prostu za dużo dla mnie znaczysz, żebym mógł Cię stracić. - w tym momencie głos mu się załamał. Charl, nie pozwolę Ci tam wrócić i nie obchodzi mnie co myślisz, ale od teraz mieszkasz u mnie. Ten idiota zapłaci za wszystko co Ci zrobił.
- Nick..-wyszeptałam, na co mi przerwał.
- Nie Nick, po prostu nie pozwolę Ci tam wrócić. - przejął się, łapiąc mnie za dłoń.
- Dziękuje..- wyszeptałam tylko, na co on lekko zdziwiony, pogładził mój policzek.
- Mocno boli? - wydawał się bardzo zmartwiony.
- Jestem na lekach przeciwbólowych, jest okej. - posłałam mu lekki uśmiech.
     ****
*Oczami Nick'a*
Po godzinie rozmowy, zasnęła wtulona w moją rękę. Wygladała tak słodko i niewinnie, jak mały kociak. Zapatrzyłem się w nią tak dobre kilka minut. Korzystając z okazji, że Charl śpi, poszedłem do lekarza zapytać się kiedy będzie mogła opuścić szpital.
- Rany szybko się goją, nie ma żadnych poważniejszych obrażeń wewnętrznych także myślę, że jutro może Pan ją zabrać do domu. - odparł młody lekarz.
- Hmm..-mruknąłem. A co ze złamaniem?
- Narazie musi ponosić ten gips z 3 tygodnie, po tym czasie powinna przyjść na Rentgen.
- Dziękuje za informacje, doktorze. - podałem mu dłoń.
- Byłbym zapomniał.. - podał mi jakaś kartę. Wypis pacjentki. Proszę jutro z nim do mnie przyjść. - odparł, drapiąc się w czoło.
- Jeszcze raz dziękuję. - rzuciłem, opuszczając gabinet. Wychodząc, zaszedłem jeszcze do Charlynn, pocałowałem ją w czoło, po czym wróciłem do domu. Po powrocie stwierdziłem ze muszę zrobić coś , aby wziąć trochę rzeczy Charl. Wymyśliłem pewien plan.
- Witam, co Pana do mnie sprowadza? - w drzwiach pojawił się młody mężczyzna.
- Jestem kuzynem Charlynn, przyjechałem po jej rzeczy. - odpowiedziałem z pewnością w głosie. Mężczyzna stanął jak wryty.
- Emm.. Charl nie wspominała że się wyprowadza..- podrapał się po głowie.
- Wiesz, nie miała za bardzo jak skoro leży w szpitalu.- rzuciłem oschle.
- Że co?!- młody Holender wydawał się być bardzo zaskoczony tą wiadomością.
- Wpuścisz mnie, czy masz zamiar plotkować na wycieraczce? - rzuciłem znudzony jego fatalną grą.
- Jasne, wejdź!- rzucił pospiesznie, wydawał się zmartwiony. Widocznie poczucie winy nie dawało mu spokoju. Rzeczy Charlotte są na górze w szafie na korytarzu, jakaś walizka też się tam znajdzie.
- Spokojnie chłopie, mam kartony. - posłałem mu znaczący uśmiech.
- Rozumiem, że się wyprowadza na dobre? - zapytał, niedowierzając.
- No raczej nie inaczej, kolego. - rzuciłem z góry, pakując jej rzeczy. Po tym co zrobiłeś, wcale się jej nie dziwię.
- Ehh..- westchnął tylko. Nie przeszkadzał mi na szczęście w wynoszeniu rzeczy.
***
Po dwóch godzinach roboty wszystkie ubrania, płyty i inne rzeczy blondynki były już u mnie w domu. Narazie wstawiłem je do pustego pokoju, który pewnie przerobię na jakaś garderobę dla Charl (biorąc pod uwagę liczbę rzeczy które ma). Zmęczony pracą, szybko zasnąłem.
Nazajutrz wstałem, wziąłem prysznic,  po czym pojechałem odebrać księżniczkę.

   ______________________________________________________________________________

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz